Duszpasterstwo Powołań Honoratki

Dlaczego bez habitu?

Wsiadałam właśnie do pociągu, jak zawsze w ostatniej chwili. Nerwowe poszukiwania przedziału i…jest. Można wreszcie spokojnie usiąść. . .

Z miejsca koło okna płynie do mnie jakiś uśmiech. A, to Kasia z wolontariatu przy naszej świetlicy macha do mnie przyjaźnie ręką. 
Pociąg rusza. Znak krzyża i modlę się w sercu, by szczęśliwie dojechać. W przedziale każdy zajmuje się sobą. Sąsiad z prawej strony „walczy” z aparatem komórkowym, który zawsze się psuje, gdy trzeba coś załatwić.

Rozmawiam z Kasią, mówimy o „Naszych” dzieciach, czyli z naszej świetlicy. Po godzinie zapada senna nuda. Wyciągam Brewiarz, to ostatni czas na Nieszpory, a za oknem wieczór pełen uciekających światełek latarni. Modlę się Psalmami. To modlitwa Kościoła w drodze, w drodze, tak jak ja.
 - Przepraszam, mam wrażenie, że Panie jest eee...wierząca.
Ach, to ten Pan Od Komórki!
 -Tak – odpowiadam bardzo zwięźle.
 -Widzi Pani, to dzisiaj raczej rzadki przypadek. Chciałoby się o tych sprawach nieraz pogadać, tak zwyczajnie i z jakimś zwykłym człowiekiem. Nie mam zaufania do tych wszystkich „specjalistów”. Rozumie Pani? Bo oni to nie wiedzą jak wygląda życie. Bo chodzi o to jak to życie pogodzić z wiarą. Rozumie Pani?
 -Właściwie nie bardzo – odpowiadam gwałtownie próbując myśleć.
Pan pyta, czy zwykły człowiek może żyć tak jak uczy wiara, prawda? – próbuje mi pomóc Kasia. Uśmiecham się do niej z wdzięcznością.
 -No tak, mniej więcej!. Bo Pani na normalną wygląda, młoda, ale ustatkowana, bo obrączka na palcu…a wierząca.
 -Bo to o normalność właśnie chodzi – uśmiecham się do Pana Od Komórki- i człowieczeństwo także! O codzienne wstawanie rano, budzenie dzieci, wychodzenie do pracy. I o pracę rzetelną i uczciwą, bo tylko ta daje wewnętrzne poczucie wartości i swojego miejsca. I jeszcze rodzina, szukająca czasu dla siebie, wspólnie przechodząca przez górki i dołki. Tak! To właśnie jest być wierzącym, bo żeby tak żyć trzeba się mocno oprzeć o Boga. Inaczej wszystko rozsypie się przy najbliższym mniejszym, większym problemie.
 -I to wszystko, po prostu spełniać swe obowiązki?
Aż spełniać swe obowiązki! Do tego trzeba siły z Boga, własne ustają szybko.
 -I nie trzeba nic robić?
 -Oj, byle Pan tylko TO robił, to, zobaczy Pan, dzień będzie za krótki i miesiąc i…życie!
 -No chyba. To jasne i takie proste…

 

Wieczorem rozmawiam z siostrami przy kolacji, gdy dzwoni telefon:
-Siostro, nigdy bym nie przypuszczała, że w pociągu relacji Bydgoszcz – Warszawa zrozumiem, dlaczego tak naprawdę, wy Siostry Honoratki nie nosicie habitu.

A Ty rozumiesz? Jeśli jeszcze nie, weź do ręki Ewangelię i przeczytaj wszystko o życiu ukrytym Jezusa (Łk 1-2), a potem idź na adorację Najświętszego Sakramentu, przypatrz się Chrystusowi, ukrytemu w takiej prostej i niepozornej postaci i zrozum, dlaczego najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

 

s.Cecylia